O sztuce sakralnej – Thomas Merton

 

Thomas Merton – zakonnik żyjący według Reguły św. Benedykta (Cysters trapista), przewodnik duchowy pokoleń przełomowych zmian w świecie po II Wojnie Światowej i w Kościele na Soborze Watykańskim II – w młodości nawrócił się, oglądając święte ikony w starych kościołach Rzymu.

Przedstawiam jego refleksje o sztuce sakralnej, co może zainteresuje księży, siostry, młodzież wrażliwą na piękno.

 

Zamieszanie w życiu duchowym i sztuce sakralnej

Żyjemy w wieku skrajnych idei i chaosu. Z jednej strony jest to czas cywilizacji masowej, totalizmu i biernego konformizmu. Z drugiej widzimy porywy indywidualnego buntu i ekshibicjonizmu. Ten sam nieład i zamieszanie godzi także w sztuki piękne i życie duchowe, więcej może niż w inne dziedziny.

Niepokojącym rysem nowoczesnej religii jest tendencja do „rozwadniania” wiary i podstawiania na jej miejsce „działania łącznego” – biernego konformizmu z daną grupą – tak jakby posłuszeństwo wierze było zaprzeczeniem samodzielnego myślenia i rezygnacją z wierności własnym wewnętrznym aspiracjom. W wyniku tego wypaczenia rodzi się pokusa pójścia w kierunku drugiej skrajności – szukania uwagi ze strony drugich oraz pociechy przez bunt nonkonformistyczny. Stąd widać w Kościele podział na wielką masę ludzi biernych, poddających się konwencji i pozbawionych inicjatywy, kurczowo trzymających się tego, z czym się zżyli, oraz z drugiej strony na nieliczną mniejszość rozglądających się za modami snobów, rozkochanych w każdej nowości na tej jedynie zasadzie, że jest ona nowością.

W dziedzinie sztuki sakralnej widzimy oba te nurty w działaniu. Oba tworzą złą sztukę i trudno powiedzieć, która z dwóch odmian jest gorsza w swoich następstwach. I tak na przestrzeni, która rozciąga się między oboma nurtami, rodzi się coraz większe zamieszanie. I wśród tego wszystkiego trudno nawet ludziom posiadającym zmysł rozróżniania dociec, gdzie się ma do czynienia z dziełami naprawdę rzetelnymi i natchnionymi, wychodzącymi z rąk artystów zdolnych i utalentowanych, a przy tym uczciwych wewnętrznie i oddanych swemu dziełu. Nie brak bowiem dobrych artystów i rzemieślników. Sztuka sakralna żyje i naprawdę się rozwija.

 

Uczenie się sztuki patrzenia

Zadaniem tego eseju nie jest potępienie nowoczesnej sztuki ani pobożnego konwencjonalizmu. Jest to wezwanie, by ludzie uczyli się sztuki patrzenia, by rzeczywiście spojrzeli własnymi oczyma nie sądząc, że widzą, gdy tylko patrzą na to, co widzieć im polecono lub wyobrażają sobie, że powinni widzieć.

Jesteśmy pokoleniem ludzi, którzy mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą, bo poddaliśmy się całkowicie uwarunkowaniu przez słowo, slogany i wypowiedzi oficjalne. Z powodu tej niemożności samodzielnego spojrzenia, oglądania rzeczy, zachwytu, kontemplacji – pozwalamy biernie narzucić sobie wszelkiego rodzaju pobożną i artystyczną szmirę, zadowoleni, jeśli jest zaaprobowana przez nasze środowisko, zaniepokojeni, jeśli akceptują ją tylko eksperci, którym na serio nie ufamy, a niezadowoleni, jeśli popiera ją jakaś grupa, do której żywimy wrogie uczucia. W każdym razie, jeśli dana rzecz jest przyjęta przez ludzi „dobrze myślących” lub zyska aprobatę mody – przyjmujemy ją bez próby samodzielnej oceny jej wartości. A więc nasza niezdolność do pełnego używania aparatu zmysłowego: wyobraźni i twórczych elementów naszej inteligencji, czyni z nas niewolników sloganów, arbitralnych wypowiedzi i linii wytyczonych przez dane grupy.

Ta bierna postawa pozostaje w rażącej niewierności wobec Boga-Stwórcy i uświęcającego Ducha Prawdy. Przyniosła ona też ze sobą upadek sztuki religijnej i świeckiej, osłabiła duchowość człowieka i stępiła jego inteligencję. Ten sam serwilizm sparaliżował jego możliwości medytacji i wewnętrznej modlitwy. Dlatego tak mało poświęca się uwagi wpływowi złej sztuki w życiu chrześcijan. Nauczyciele, księża i rodzice w nikłej mierze zdają sobie sprawę z faktu, że zła sztuka jest szkodliwa, a prawdziwie chrześcijańska sztuka, tradycyjna i autentycznie duchowa, wywiera potężny wpływ wychowawczy na duszę. Tę szczególną jej funkcję niepodobna niczym innym zastąpić.

 

Duchowe oddziaływanie sztuki sakralnej

Patrzymy na złą sztukę, w kościele, w pobożnych czasopismach, na „święte obrazki”, i mamy świadomość pewnego niesmaku i duchowego zakłopotania. Albo, gorzej jeszcze – lubimy infantylny, emocjonalny a nawet zmysłowy obrazek, dany nam do oglądania. Lubić złą sztukę w przekonaniu, że ona nam pomaga w modlitwie, może być symptomem rzeczywistych wewnętrznych nieporządków, z których niezupełnie zdajemy sobie sprawę.

Ci, którzy mają obowiązek urabiania wiernych w chrześcijańskim duchu, powinni zastanowić się nad złą sztuką, tak jak nad wielu innymi niebezpieczeństwami. A ponieważ wypatrywanie wokół siebie jedynie niebezpieczeństw i zła jest błędem psychologicznym, zajmijmy się raczej dynamicznym i ożywczym duchowym oddziaływaniem czystego i tradycyjnego zmysłu artystycznego. Pragnienie żywej liturgii, docenianie teologii i Pism Świętego, większa świadomość głębi duchowej i kontemplacji w życiu religijnym wzywają pomocy, której może dostarczyć zdrowa i duchowa formacja poczucia artystycznego w sztuce sakralnej.

Człowiek jest żywą jednością (integralną całością) złożoną z różnych elementów. I cały musi się uświęcić: ciało i duszę, zmysły i wyobraźnię, umysł i serce. Sztuka religijna to teologia wyrażona w linii i kolorze, przemawia ona do całego człowieka, do jego oczu w pierwszym rzędzie, ale także do jego umysłu i serca. Święty obraz czy figura jest artystycznym symbolem zwycięstwa ducha chrześcijańskiego nad materią. Jest świadectwem potęgi Bożego Ducha, pracującego nad odnowieniem całego materialnego stworzenia, zgodnie z duchowym i przetwarzającym prawem Bożej miłości. W świętym wizerunku rzeczy materialne odzyskują harmonię duchową – elementy materialne obrazu stają się, tak jak przed upadkiem, narzędziem Ducha Świętego, który dociera do dusz swoją ukrytą duchową mocą. Ale pewne bardzo ważne warunki są konieczne do spełnienia się tego duchowego działania. Dzieło sztuki musi być autentycznie duchowe, prawdziwie wierne tradycji, żywe artystycznie. Innymi słowy – musi łączyć w sobie cechy religijne i artystyczne, których połączenie dziś bardzo rzadko spotykamy. Jeśli dzieło sztuki religijnej nie ma tych cech, pozostaje martwe.

 

Simone Martini "The Annunciation", 1333, detail

 

Odrzucanie złej sztuki

Zdrową reakcją na złą sztukę jest odrzucić ją. Zamiast biernie przyjmować, nauczmy się aktywnie pozbywać się jej. Nauczmy się mówić „nie” wobec fałszywej pobożności, pretensjonalności i mody. Oczywiście, że probierzem będzie uformowanie smaku artystycznego i rozwinięcie zdolności rozróżniania między tandetą a dobrą sztuką, co jest niezwykle trudne dla pewnych osób. W każdym razie jest chyba możliwe dla większości z nas. Póki jesteśmy przy zdrowych zmysłach, potrafimy stwierdzić, że pewne „święte” obrazy są z gruntu nieświęte i jeśli odrzucimy swoje złe nawyki myślowe i rzeczywiście popatrzymy na nie, zobaczymy wtedy, że są to karykatury Chrystusa, Matki Bożej czy świętych. Mówię tu nie o tej nowoczesnej sztuce, w której niemal jako zasadę przyjmuje się deformację, ale o tej sztuce szeroko rozpowszechnionej, sentymentalnej, pseudo realistycznej, a w rzeczywistości niedorzecznej i rażącej. Ta sztuka czasem budzi wstręt.

Katoliccy wychowawcy i rodzice muszą nauczyć się raczej pozbywać się takich obiektów sztuki, niż dawać je do ręki dzieciom, które będą wobec nich odczuwać jakiś przymusowy szacunek, ponieważ są im one podane jako „święte” i „piękne”. Jak wielu młodych, którzy odeszli od wiary, mogłoby przypisać to choćby częściowo instynktownej odrazie, jaką czuli dla pobożności przedstawionej im na tego rodzaju obrazach?

Twierdzi się, że dyskusja w sprawie gustu jest niemożliwa. Oczywiście, że indywidualny wybór jest przywilejem wszystkich, którzy mają wystarczające rozeznanie i gust, ażeby wybierać. Ale kiedy chodzi o ogólne rozróżnienie między złym a dobrym smakiem, wtedy musimy prowadzić dyskusję. Smak artystyczny jest darem Boga i nie wolno go zatracić. Mamy go rozwijać. Nie mamy prawa być obojętni i patrzeć bez protestu, jak wulgarność, brzydota i tandeta uzurpują sobie miejsce należne sztuce i wewnętrznej prawdzie.

W rzeczywistości wstydzimy się pokazać przyjaciołom niekatolikom niektóre figury czy witraże w naszych kościołach. To nie zawartość treściowa „świętych” obrazów jest rażąca dla niekatolików, ale ich styl. Podobna wulgarność i nieuświadomiona bezbożność trafia się także w pseudo nowoczesnej sztuce religijnej, tak jak bywa w sentymentalnych, pobożnych obrazach. Postępująca degeneracja popularnej sztuki religijnej jeszcze się powiększyła przez dostosowywanie się do gustów ogółu. Podczas gdy na starszych popularnych obrazach Matka Boża wyglądała tylko słodko i spokojnie, teraz widzimy ją z wymalowanymi ustami, brwiami i rzęsami.

 

Ocena dzieł sztuki a snobizm

Każde dzieło sztuki musi być ocenione na podstawie swoich własnych zalet, a nie w świetle wcześniejszych uprzedzeń czy z góry przyjętej aprobaty. Nie bądźmy snobami. Nigdy nie było w świecie sztuki i literatury tyle snobizmu i to tak powierzchownego i niedouczonego, jak teraz. Obserwujemy też snobizm intelektualny pseudo-intelektualistów. Istnieje też niebezpieczeństwo snobizmu pewnej grupy, która w ogóle chce się obejść bez sztuki i literatury.

To, co pozostaje nam najlepszego do zrobienia, to wyjść cało z tej wojny toczącej się między nastrojami, gustami a modą, zachować niezależność sądu, kształtując go przez rzetelne studiowanie chrześcijańskiej tradycji. Miejmy szerokie horyzonty. Miejmy oczy otwarte i patrzmy na rzeczy warte oglądania.

 

Rozwój i upadek sztuki chrześcijańskiej

Tradycja bizantyńska jest korzeniem chrześcijańskiej sztuki, tak dla wschodniego, jak i dla zachodniego Kościoła. Stare ikony czczone w Kościele wschodnim są jednymi z najlepszych, najbardziej sakralnych dzieł chrześcijańskiej sztuki. Kościół zachodni przyswoił sobie wschodnie stare ikony.

Malarze wczesnego renesansu – Fra Angelico, Giotto, Cimabue – mają czystą i nieskażoną wizję, która jest wysoce duchowa i kontemplacyjna. Z końcem renesansu zaczął się wielki upadek w sztuce chrześcijańskiej na Zachodzie, który doprowadził do potworności ostatnich wieków. W okresie baroku święci przybrali operetkowe pozy – otoczyły ich wokół dziecięce cherubinki.

Warto wspomnieć El Greca, który wzbudził szczególne zainteresowanie w naszych czasach, ponieważ był prekursorem ekspresjonistów. Studiując jego obrazy można się łatwo zorientować, jak pewna swoboda w traktowaniu kształtów ludzkich daje w efekcie bardzo trafny wyraz rzeczywistości duchowej. Możemy się z tego nauczyć, że realizm w sztuce sakralnej nie daje dobrych efektów.

 

Sztuka przekazywania ukrytej religijnej rzeczywistości

Sztuka religijna nie może być niewolniczo realistyczna. Nie może jedynie dokładnie odtwarzać materialne kształty. Nie może być kopią widzialnej rzeczywistości. Przeciwnie, posłannictwem sztuki religijnej jest trudne zadanie przekazywania niewidzialnej i ukrytej religijnej rzeczywistości.

Wypełniając to zadanie artysta musi uważać, żeby nie zrobić ze swego dzieła czegoś hermetycznego, czegoś, co nie przepuści duchowego światła. Musi uważać, by nie zajmować się zbytnio materią i pozorami zmysłowymi. A więc jednym z jego zadań będzie przekazywać ukryte rzeczywistości raczej przez ich sugerowanie, niż przez ich zmysłowe przedstawienie. Dlatego ci, którzy starają się oddać uczucia i doznania wewnętrzne na twarzach świętych, często w efekcie osiągają opłakany wyraz bezmyślności i tępoty. Nawet El Greco nie zawsze unika tej pułapki. Prawdziwe rzeczywistości duchowe nie mogą być naśladowaniem, można je tylko sugerować. Wtedy unikniemy niewoli realizmu – teatralnego fałszu. Zrozumiemy też powody użycia ekspresjonizmu w sztuce religijnej.

 

Sztuka w naszych czasach

Bądźmy przekonani o ważności dobrego smaku we wszystkim, co dotyczy kultu i życia religijnego. Dobrze by było, żebyśmy mieli autentyczny zmysł piękna i proporcji, który teraz w naszym materialistycznym środowisku jest wciąż niszczony.

Sztuka chrześcijańska ma być oazą piękna i duchowej prawdy w czasach brzydoty, fałszu i grzechu. Autentyczność religijna czy artystyczna na pewno wykluczy płytki sentymentalizm i ozdobność. Piękno dla nas nie może być jedynie tym, co oddziałuje przyjemnie na zmysły i wyobraźnię lub zawiera się w zimnym perfekcjonizmie. Sztukę naszych czasów, a więc i sztukę religijną będzie charakteryzować pewne ubóstwo, surowość i szorstkość, które towarzyszą gwałtownej rzeczywistości okrucieństwa epoki.

Nasza nadzieja chrześcijańska jest najczystszym ze wszystkich świateł błyszczących w ciemności, ale świeci w ciemności i trzeba wkroczyć w ciemność, żeby ujrzeć jej światło…

 

Thomas Merton

 

[Thomas Merton Sacred Art and the Spiritual Life, 1953, w Szukanie Boga, Kraków, 1988, fragmenty]

[obraz: Simone Martini Zwiastowanie, 1333, detal]

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: