Wrażliwość na piękno

 

Prowadząc zajęcia z młodzieżą w klubie filmowym i w kółkach fotograficznym i poetyckim w ośrodku kultury, zauważyłem, że te zgłaszające się i uczące się tworzyć młode osoby mają jakieś iskierki w oczach. Po latach pracy na pierwszy rzut oka potrafiłem wyłowić z większej grupy młodzieży osoby najbardziej uzdolnione i wrażliwe na piękno. I rzeczywiście bardzo szybko się rozwijały, z pasją tworząc. I większość z nich dalej rozwija się, tworząc coś w życiu dorosłym. Takich osób wrażliwych na piękno i twórczych jest niewiele.

Są też osoby wrażliwe na piękno, które same nie tworzą, ale uczestniczą w życiu kulturalnym, interesują się sztuką, starają się pięknie urządzić dom, elegancko się ubierają itp. To oni najczęściej wspierają nielicznych tworzących artystów, podnoszą ich na duchu. I dzięki temu sami się rozwijają.

Przedstawiam ciekawy artykuł Jolanty Chyłkiewicz o najnowszych badaniach wrażliwości na piękno.

 

Ekstrawertyk powiesi na ścianie obraz abstrakcjonisty, neurotyk – pejzaż z jelonkiem. Naukowcy dowodzą, że gust i poczucie piękna zależą od naszej osobowości.


O gustach lepiej nie dyskutować. Tej zasady trzymali się przez długi czas nawet naukowcy. Dopiero przed kilkoma laty zaczęli prowadzić badania nad poczuciem estetyki. Zrobili ich dotąd niewiele, ale już pierwsze wyniki pokazują, że za nasze gusta i guściki odpowiada budowa mózgu. Drobne różnice w działaniu niektórych jego struktur sprawiają, że ludzie w różny sposób postrzegają piękno. W dodatku w upodobaniach okazujemy się całkiem przewidywalni. Co konkretnie się komu podoba, można ustalić na podstawie cech jego charakteru.


Do rozwiązania tajemnicy gustu naukowcy zmierzali małymi krokami. Pierwsze postawili neurobiolodzy, którzy zaczęli dociekać, skąd w ogóle bierze się w nas poczucie estetyki. Jako że zdolność odczuwania piękna jest jedną z typowo ludzkich cech (prócz homo sapiens nie posiada jej żaden inny gatunek), postanowili sprawdzić, w jaki sposób mózg kreuje estetyczne wrażenia. Pierwsze takie neurobiologiczne śledztwo przeprowadzili Hideaki Kawabata z londyńskiego University College i Semir Zeki z Kagoshima University. Przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego podglądali, co dzieje się w mózgu ochotników, którzy oceniali estetyczne walory dzieł sztuki, aut, gadżetów elektronicznych, a także atrakcyjność ludzkich twarzy.


Z doświadczeń wynika, że w mózgu odbywa się coś w rodzaju konkursu piękności. Spośród oglądanych przedmiotów typuje on najpierw te, które z jakiegoś powodu się wyróżniają, a potem poddaje je ostrej ocenie estetycznej i ostatecznie uznaje za piękne lub brzydkie. Za wychwytywanie rzeczy, które mogą (choć nie muszą) okazać się piękne, odpowiada specyficzna struktura położona tuż pod korą mózgową, zwana zakrętem obręczy. Zachowuje się ona tak, jakby nie znosiła monotonii. Ignoruje podobne do siebie bodźce, a ożywia się tylko wtedy, gdy napotka coś nietypowego. – Jeśli oglądając obrazy, znajdziemy taki, który przedstawia np. zdeformowane postacie albo wyróżnia się dziwną kolorystyką, kora obręczy natychmiast się uaktywni. Podobnie jak wówczas, gdy w gromadzie ludzi zobaczymy nietypową twarz. Albo gdy słuchamy spokojnych melodii i nagle wybuchnie głośna, rytmiczna muzyka – mówi prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog z PAN w Krakowie, autor książki „Mózg: Fascynacje, problemy, tajemnice”.


Motywy, kształty czy obrazy wychwycone przez zakręt obręczy trafiają następnie pod ocenę surowego jurora – kory oczodołowo-przedczołowej, która jest powiązana z wyższymi funkcjami intelektualnymi i usytuowana z przodu mózgu. To właśnie ona wydaje ostateczny werdykt, czy coś jest piękne, czy nie – pokazuje jeden z eksperymentów Zeki i Kawabata. Naukowcy prezentowali ochotnikom rozmaite obrazy – pejzaże, martwą naturę i portrety. Gdy badany uznawał dzieło za ładne, na obrazach rezonansu widać było pobudzenie tego fragmentu kory. Jeśli natomiast wydawało się ono uczestnikowi brzydkie, owa część mózgu nie wykazywała nawet cienia aktywności. Reagowała za to położona w środkowej części mózgu kora motoryczna, co oznaczało, że mózg traktuje brzydotę jak zagrożenie i szykuje się do ucieczki. Te obserwacje doprowadziły naukowców do wniosku, że kora oczodołowo-przedczołowa to ośrodek piękna wytworzony w toku ewolucji. Nie u wszystkich uaktywnia się on jednak na widok tych samych obrazów.


To potwierdza postawioną jeszcze przez Kanta i dominującą do dzisiaj tezę, według której kryteria estetyki tworzy sam odbiorca. Mówiąc prościej, piękne jest to, co się komu podoba (wcześniej, począwszy od starożytności aż do oświecenia, obowiązywał pogląd Platona, że piękno zawarte jest w przedmiocie niezależnie od tego, kto go ocenia).


Prócz oceny piękna mózgowy juror ma jeszcze jedno zadanie – depesze o swoim werdykcie rozsyła po całym mózgu. Dlatego np. niektóre przedmioty czy obrazy utrwalają nam się w pamięci jako wyjątkowo ładne. Wiadomość, że natrafiliśmy na coś pięknego, dociera m.in. do układu emocjonalnego i mózgowego centrum nagrody. To dlatego do piękna nie podchodzimy beznamiętnie, ale odczuwamy na jego widok ogromną przyjemność. – Niezależnie od tego, czy oceniamy walory dzieła sztuki, gadżetu, czy fason ubrania, w mózgu zawsze włącza się ten sam mechanizm – podkreśla prof. Vetulani.


Odkrycie, jak w mózgu powstaje uczucie piękna, nie tłumaczyło jednak, dlaczego niektórzy kochają sztukę i otaczają się pięknymi rzeczami, podczas gdy inni nie odczuwają potrzeby estetycznych wrażeń. Nadal nie było też wiadomo, dlaczego różnimy się pod względem gustu. Naukowcy szybko wpadli jednak na trop do rozszyfrowania tej zagadki. Odkryli bowiem, że mózgowy kreator piękna u każdego z nas działa nieco inaczej. A jak dokładnie reagujemy na urodę otaczających nas rzeczy, zależy od osobowości.


Wskazują na to niedawno zakończone badania, podczas których Colin DeYoung z University of Minnesota i Jacob Hirsh z University of Toronto porównywali budowę mózgu ludzi o różnych typach charakteru – otwartych, ekstrawertyków, sumiennych, neurotycznych i ugodowych (to tzw. wielka piątka cech, które w psychologii uznaje się za podstawowy miernik osobowości). De Young i Hirsh wykryli między nimi wiele drobnych różnic anatomicznych, także w tych rejonach, które biorą udział w kreowaniu piękna.


Sugerując się tymi najnowszymi doniesieniami, a także wcześniejszymi badaniami genetycznymi, naukowcy doszli do wniosku, że z pięciu typów osobowości najbardziej nastawiony na odbiór piękna jest mózg ludzi z natury otwartych oraz ekstrawertycznych. Obydwie te grupy mają bowiem bardziej aktywny niż inni układ nagrody, a ekstrawertycy dodatkowo jeszcze powiększoną tę część kory, która pełni rolę ośrodka piękna w mózgu. – Zwiększona aktywność układu nagrody sprawia, że otwarci i ekstrawertycy doznają w kontakcie z pięknem dużo więcej przyjemności niż inni – mówi prof. Vetulani.


Ludzi o takich typach osobowości natura obdarowała specyficzną wersją dwóch genów, MAO i COMT, które regulują w mózgu poziom dopaminy (hormonu przyjemności) i – jak już wcześniej odkryli naukowcy – odpowiadają m.in. za wrażliwość estetyczną. Pewne warianty tych genów powodują, że na receptory w układzie nagrody działa więcej dopaminy. To sprawia, że widok rzeczy pięknych dostarcza im przeżyć, które można porównać z tymi, jakich doznaje się np. pod wpływem substancji uzależniających, alkoholu czy nikotyny. Dlatego wśród ludzi otwartych zdarzają się nawet osoby, które zachowują się jak estetyczni narkomani. Napędzani dopaminą nieustannie poszukują piękna nawet w przedmiotach codziennego użytku (np. nigdy nie kupią praktycznego peceta, tylko dopłacą za design maca). Stają się koneserami albo… złodziejami dzieł sztuki. Rabują je nie dla pieniędzy, ale tylko po to, by sycić się ich pięknem. Tak jak 41-letni Robert Z., z zawodu budowlaniec, który w 2000 roku ukradł jedyny w Polsce obraz Claude’a Moneta „Plaża w Pourville” i schował go na 10 lat w szafie. Dzieła wartego milion dolarów nigdy nie zamierzał sprzedawać. Chciał tylko od czasu do czasu spojrzeć na nie, by poczuć upragniony dreszcz przyjemności.


Osoby z nadaktywnym układem nagrody potrafią widzieć piękno tam, gdzie inni go nie dostrzegają. – Mózg na dopaminie szybciej pracuje i zużywa mniej energii na myślenie, lepiej więc radzi sobie z wykrywaniem znaczeń ukrytych w sztuce – mówi prof. Vetulani. Dodatkowo w intelektualnej analizie dzieł pomaga mocno rozbudowana kora oczodołowo-przedczołowa. – Właśnie ta niezwykła sprawność w rozszyfrowywaniu treści kompozycji artystycznych sprawia, że otwarci i ekstrawertycy mają najbardziej wysublimowany gust – dodaje profesor.


Na to wskazują też badania Tomasa Chamorro-Premuzica, psychologa z University of London. Wykonał on mrówczą pracę, sprawdzając w ankietach artystyczne gusta prawie stu tysięcy ludzi o różnych osobowościach. Uczestnicy jego badań, którzy podczas testów psychologicznych zostali zaliczeni do osób otwartych i ekstrawertycznych, okazali się miłośnikami kubizmu, surrealizmu czy pop-artu, a więc sztuki, której znaczna część ludzi nie rozumie. Otwarci doceniali także impresjonizm, ale już proste pejzaże nie wzbudzały zachwytu. Takie obrazy są za słabym bodźcem, by poszukiwaczom estetycznych wyzwań mogły przypaść do gustu.


Podczas gdy osoby otwarte i ekstrawertyczne dzięki budowie swoich mózgów są wyczulone na piękno, to ludzie o innych typach osobowości, np. neurotycy czy ugodowi, wydają się przewrażliwieni na punkcie brzydoty. Jest to możliwe, bo – jak zauważyli DeYoung i Hirsh – mają powiększony zakręt obręczy. – Normalnie ta struktura jest zaangażowana w powstawanie wstrętu, bólu i strachu – mówi prof. Vetulani. – Jeśli zakręt jest nadaktywny, może generować te negatywne uczucia także na widok artystycznych kompozycji, które odbiegają od typowych kształtów czy zestawień kolorów. A zatem to, co zachwyci ekstrawertyka, w neurotyku może wzbudzić obrzydzenie czy niepokój.


Gust ludzi, którzy nie należą do osób otwartych czy ekstrawertyków, jest łatwy do przewidzenia. Podobają im się głównie proste kształty, kompozycje i motywy. Nie oznacza to jednak, że są estetycznie uwstecznieni. Przeciwnie, wydaje się, że każdemu natura zagwarantowała niemałą dawkę wrażeń związanych z pięknem. Wszyscy ludzie bez wyjątku potrafią je na przykład dostrzec w symetrii (np. symetryczne twarze, ciała, przedmioty wydają się piękniejsze), także w obrazach albo budowlach skonstruowanych według tzw. zasady złotego podziału (mówi ona, że podział odcinka na dwie części jest idealny, jeśli stosunek długości dłuższej części do krótszej jest taki sam, jak całego odcinka do części dłuższej; stosunek ten nazywa się złotą liczbą i oznacza grecką literą fi). – Odkryta w starożytności zasada złotego podziału musi być w jakiś sposób zakodowana w ludzkim mózgu, dlatego choć od antyku style w architekturze i sztuce zmieniały się wiele razy, wciąż pozostaje ona wyznacznikiem piękna – mówi prof. Vetulani.


Od budowy mózgu zależy zatem, czy lubimy Picassa, Rafaela, czy proste, naturalistyczne pejzaże. Nie oznacza to jednak, że nasze estetyczne upodobania są raz na zawsze zakodowane w głowie. Przeciwnie, badania wskazują, że obycie artystyczne, wiedza o sztuce, znajomość designerskich trendów mogą mieć nawet większy udział w kształtowaniu gustu, niż dotąd sądzono. Nasz główny ośrodek piękna, czyli kora czołowo-oczodołowa, jest silnie powiązany z wyższymi funkcjami intelektualnymi i pamięcią. A to oznacza, że zdobyta wiedza ma wpływ na ferowane przez nas wyroki. Wyczucie piękna można zatem wytrenować.


W trosce o własny gust warto więc interesować się sztuką, chodzić na wystawy. Wydaje się, że tylko w przypadku ludzi leniwych (choć naukowcy nie uwzględniali takiej kategorii) istnieje realne ryzyko, że ich upodobania zaczną balansować na granicy bezguścia.


Jolanta Chyłkiewicz


Dziękuję Autorce i Redakcji Newsweek Polska za zgodę na publikację tego artykułu

 

[Gust mamy w genach, Newsweek Polska, 17/2011]

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: